9. Piasek czasu

Nie wyobrażałam sobie rozmowy na TEN temat.
Gdzieś w zakamarkach umysłu budził się niepokój.
Czułam, że ten moment nadejdzie, ale unikałam go jak wścibskiej sąsiadki.
Siadałam często z wzrokiem utkwionym w ścianę i miałam pustkę w głowie.
Jakimi  słowami rozmawia się o śmierci z najbliższa osobą?
Rozstanie…
Koniec….
Już nigdy…
Słowa w mojej głowie rozrywały się na strzępy.
Jak to jest, gdy ukochana osoba przechodzi na drugi brzeg?
Czy będzie nas pamiętać?
Czy to, co nas łączyło będzie miało TAM jakiekolwiek znaczenie?
Jak pojąć wieczność, nieskończoność  gdy jesteśmy wtłoczeni w kategorie czasowo – przestrzenne?
Zaczęłam rozumieć, dlaczego nigdy nie miałam w swoim domu tykających zegarów.
Nie mogłam znieść tego dźwięku.
Czas był dla mnie zawsze elastyczny i uwielbiałam nim dysponować w zależności od sytuacji.
Nie miałam zegarka.
Oprócz tego, który dostałam od Ciebie.
To był wyjątkowy, stary, dworcowy zegar.
Tykał tak subtelnie.
Od początku wiedziałam, że nasz czas będzie odmierzany inaczej.
Kreowaliśmy  „zawsze” w 3D z nieskończoną możliwością modelowania.
Trudno pojąć, że tak z dnia na dzień nasze „ zawsze” szlak trafił.
Nagle podcięło nogi i okazało się, że „zawsze” to  jakiś płaski, wyboisty trakt, który kończy się urwiskiem.
Co za los.
Gapię się w ścianę i czuję, że zaraz rozpłaczę się jak dziecko.
Pierwszy raz od diagnozy.
Zbieram się w całość i próbuję jakoś zacząć.
Opowiadam jak odeszła moja babcia.
To była święta kobieta i uwielbiam ją wspominać. Dobra, ciepła, serdeczna, niesamowicie cierpliwa i pracowita. Przepięknie ścieliła drewniane łóżko, na którym leżała ogromna pierzyna. Gdy byłam dzieckiem, miałam wrażenie, że sięga do sufitu.
Stawałyśmy po przeciwnych stronach i uderzałyśmy rączkami w stos zbitego puchu tak długo, aż powierzchnia stawała się idealnie gładka jak lustro.
Nad łóżkiem wisiał obraz świętej Rodziny.
Babcia była wierną fanką Matki Bożej.
Nie mogę się doczekać, kiedy znów zaparzy mi herbaty w szklance z cienkiego szkła w metalowym koszyczku.
Opowiadam o niej i czuję, że nadal żyje w moich słowach.
To ważne mieć kogoś tak bardzo bliskiego, kto będzie opowiadał naszą historię nawet gdy upłynie wiele lat od naszego odejścia. Dobrą historię, godną legendy.
Zapytałeś, czy opowiem Twojemu synowi prawdę o Tobie.
– Oczywiście. Cały czas to robię – zapewniłam.
Mam do powiedzenia wiele dobrego.
To moja siła i moja słabość – zawsze widzę w ludziach tyle dobra.
Nawet gdy coś  im nie wychodzi, potkną się lub popełnią błąd, przyklepuję i ugładzam jak babciną pierzynę.
Nie ma ludzi idealnych, ale każdy chciałby pozostawić po sobie dobre wspomnienia.
Rozmawiam z Tobą lekkim tonem i nagle zaczynam się zastanawiać, czy Ty wiesz, że mnie również tu zostawisz?
Samą zupełnie.
Nikt nie dobierze specjalnie dla mnie idealnych słów pocieszenia.
I nikt mi nie wyjaśni, dlaczego?
Nastanie grobowa cisza.
Jak w Twojej piosence – Jak, jak zdobyć tę ciszę?
Paradoks tych słów mnie przytłacza.
Miało być tyle muzyki ….
Jestem na Ciebie chwilami tak wściekła.
Dopiero się poznaliśmy. Mieliśmy tyle planów.
To niesprawiedliwe.
I nie mam komu tego wykrzyczeć.
Tobie nie – bo z całych sił walczysz teraz z chorobą i nie możesz tracić energii na moją egzystencjalną histerię.
Panu Bogu nie,  bo ufam Mu i jestem pewna, że On wie co dla nas dobre.
No ale żeby tak??
Skrywam twarz w dłoniach.
Łzy wściekłości są takie gorzkie.
Mija kilka dni.
Nasza chemiczna codzienność jest taka przewidywalna.
Zastrzyki, leki, dolewka, kroplówka, kontrast, litry wody niegazowanej, ból, dyskomfort, fizyczność, bladość…
I nagle zauważam kartkę.
Wystaje z maszyny do pisania.
Dawno nie pisałeś.
Skradam się na paluszkach jak do śpiącego niemowlęcia.
Czarne, blade literki docierają do mojego mózgu, uderzają falą znaczenia.
Zaczynam je rozumieć.
Koją mój ból.
Tulą mój strach.
Ocierają łzy.
JESTEM ŚMIERTELNY I DOBRZE MI Z TYM.

cdn.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

pl_PL
Przewijanie do góry